Kobieta w połowie życia nic nie musi! Wywiad z Elżbietą Turlej

Małgorzata Żebrowska: Jak się czuje kobieta w połowie życia? Opowiesz nam ze swojego doświadczenia – i tego osobistego, i dziennikarskiego?

Elżbieta Turlej: Pamiętam, że moja mama, gdy miała pięćdziesiąt lat, powiedziała, że wypada już z tego świata. Zastanawiałam się, o co jej chodzi, odebrałam jej stwierdzenie jako wyraz żalu.

Teraz to rozumiem – i cieszę się, że już nie jestem w grupie 30+, że również „wypadam z tego świata”. Nie czuję już, że muszę tak zasuwać. Gdy spojrzę na to, co robiłam w przeszłości – wiem, że dałam radę, mimo przeciwności. Mam już tak ogromne zasoby, że tylko żyć dalej, mam zgodę na niedoskonałość. 

Wcześniej tej zgody nie było?

Tak. Najgorszą rzeczą, jaką sobie zrobiłam, był przymus doskonałości. Wdrukowane w głowie przekonanie, że muszę komuś za każdym razem udowadniać, że się nadaję. Że każdy mój tekst musi być perfekcyjny – najlepiej lepszy od poprzedniego.

Popularne powiedzenie: „Jesteś tyle wart, ile twój ostatni tekst, wynik wyborczy, ostatni projekt” robi ogromną krzywdę ludziom.

Nie może tak być, że oceniam siebie na podstawie mojego aktualnego wyglądu, mojego stroju, dzisiejszej dyspozycji.

Trzeba doceniać siebie za przeszłe dokonania?

Tak, jestem warta tyle, ile do tej pory zdołałam wygrać. Mam wielką górę dokonań, a na samym wierzchołku jest to, co jest ostatnie. Nawet jeśli wierzchołek jest kruchy, nawet jeśli się odłamie, mam podstawy, które pozwolą mi go zbudować na nowo. Jak wielkie drzewo, mam solidne korzenie, które wciąż pozwalają mi wzrastać.

Co jest w takim razie ważne na tym etapie życia?

 Moja żywotność jest ważna – że miałam wielokrotnie problemy, niejednokrotnie się posypałam, a ona nadal jest. I jeśli się znów posypię, mam narzędzia, żeby się podnieść.

I już nie musisz tego udowadniać?

Tak. Wiele kobiet w moim wieku ma taką mentalność, że muszą wiecznie skakać, muszą działać, szarpać się z rzeczywistością. I że jak padną, już czyhają na ich stanowiska młodsze kobiety.

Jest takie przekonanie: „Idą młode, a jak przyjdą, to nas zeżrą”. 

Tymczasem – jak przyjdą młode, możemy się z nimi czymś podzielić – doświadczeniem życiowym, którego one nie mają, mądrością, która wynika z przebycia wielu dróg.

Ale świat mediów wydaje się dość hermetyczny – może przez tę obawę o konkurowanie na coraz mniejszym rynku?

To prawda, jest lęk, że papier się kończy. A jak się już skończy, dziennikarze, pisarze stracą pracę.

Papier może się i kończy, jednak mamy ogromny, niewykorzystany potencjał świata internetowego, który pomieści wszystkich. Potrzeba opowiadania i słuchania historii jest nieśmiertelna, jest uniwersalną, podstawową potrzebą człowieka. Zawsze byli opowiadający historie i słuchający, odczytujący je. Gdy sobie to uświadomiłam, to było wyzwalające.

Może dlatego jesteś tak spokojna i „nie skaczesz”, bo oprócz kompetencji, masz życiową mądrość.

Chciałabym tak to nazwać, Jednak mam w sobie wdrukowane, że nie mogę się chwalić. Tak mówiono nam, pokoleniu X: „siedź w kącie, a znajdą cię”. Ktoś mnie chwali, ja spuszczam skromnie oczy i mówię, że mi się „udało”. Coraz częściej mam jednak w sobie odwagę, by mówić: nie „udało mi się”, a „zapracowałam”. Choć wciąż widzę, że  jednak kobieta, która jest głupiutka bywa premiowana, a moje koleżanki czują potrzebę krygowania się.

Ty też się kiedyś krygowałaś?

Tak, do tej pory łapię się na tym, że zaczynam się krygować, Mądrość życiowa każe mi to jednak kontrolować i sama siebie poprawiam. Wolność kobiety po czterdziestce polega na tym, że łatwiej mi przechodzi przez usta „tak, jestem mądra”, nawet jeśli stwierdzenie tego wymaga ode mnie wysiłku. Bycie głupiutką jest wygodne – to ci daje ochronę. Jak jesteś mądra i stara, jesteś samotna. Gdy jesteś głupiutka, masz akceptująca grupę.

Jak znosisz zmianę w Tobie, która następuje w wyniku upływu czasu?

Gdy człowiek się starzeje, to pomaga. Gdy tracisz fizyczność, już nią nie grasz – stawiasz wówczas na intelekt. Jednak ta zmiana jest mimo wszystko trudna. 

Każdy etap w życiu trwale wiąże się z utratą, z zamykaniem kolejnych drzwi.

Rodzimy dzieci, starzejemy się, ciało się zmienia, traci wigor i jędrność. To naturalny proces, którego nie zatrzymamy. Coś się zmienia, coś się wypala. Tracimy przyjaciół, miejsca, zmianie podlega cała nasza rzeczywistość.

Naturalne dla każdego etapu życia są zarówno utrata, jak i zyskiwanie.

A teraz mamy taki przymus, żeby nie tracić. Ten przymus przekłada się na to, że nie dojrzewamy. 

Kobiety w moim wieku nie potrafią tracić, kurczowo trzymają się tego, co mają.  Z drugiej strony utrata wiąże się też z rozpaczą – a na rozpacz nie ma miejsca w naszym życiu. Ja bym sobie chciała czasami porozpaczać, ale nie mam z kim. A przecież szybciej się męczę, nie mam w sobie dawnej wytrzymałości. To smutne i chciałabym to opłakać. Niestety, nie mam z kim. 

Zaprzeczamy uczuciom i wypieramy je, zbyt szybko bierzemy się w garść. A jak coś masz wyparte, zaprzeczone, to ci się odkłada. I to cię obciąża.

I wówczas kolejny lifting nie pomoże, bo uczucia to nie zmarszczki, które zlikwidujesz jednym zabiegiem.

To prawda. Niestety, trudno jest znaleźć mądre kobiety, które nie krygują się – nie zaprzeczają, że są stare, nie trzymają się kurczowo młodości. Nie mam z kim porozmawiać o cieniach i blaskach mojego wieku, bo moje koleżanki wciąż „wszystko mogą”.

Może dlatego nie ma starych kobiet, bo nie ma starości?

Jest starość, ale zaprzeczona, buzuje gdzieś pod powierzchnią. A mnie ciągnie do starych, prawdziwych ludzi. Niedawno byłam na zabawie dla seniorów i tańczyłam z nimi. Ci ludzie są autentyczni, są w grupie, mają w nosie wszystkie normy, zakazy i nakazy społeczeństwa zniewolonego kultem ciała.

Wierzysz, że autentyczna starość dojdzie do głosu?

Mam wrażenie, że teraz doświadczamy renesansu szczerości. Jest rodzaj odbicia, nie chcemy kreacji, odrzucamy manipulację. Powoli wraca etos pracy i tego, że człowiek nie może się wspinać po czyichś plecach, podkładać komuś świń. Odkrywamy na nowo wartość prawdy.

Wierzę w to, na fali autentyczności i dążenia do prawdy prawdziwa starość dojdzie do głosu.

Jesteś optymistką? Czeka nas, kobiety 40+ pozytywna i autentyczna starość?

Chciałabym, żeby tak było. Widzę, że coś się tworzy, że coś się dobija, że coś się domaga uwagi.

I trzymam kciuki za Wasz projekt.

Małgorzata Żebrowska: pisarka, dziennikarka, aktywistka społeczna, nauczycielka pisania kreatywnego

Elżbieta Turlej: dziennikarka “Newsweeka”, reportażystka, autorka publikacji o współczesnych kobietach  “Naciągnięte”